Nasze koszykarki znów postraszyły faworyta spotkania, przegrywamy jednak z Wisłą Kraków 64:72.
$title.getData()

 

 

 

W spotkaniu 17. kolejki ŁKS Siemens AGD przegrał we własnej hali z Wisłą Kraków 64:72, ale łodzianki zdążyły już przyzwyczaić kibiców, że nie są łatwym łupem dla żadnego z faworytów ligi.

 

Pierwsza odsłona meczu wypadła dla drużyny ŁKS bardzo korzystnie – od rzutu z nietypowej dla siebie pozycji, na szczęście zwykle celnie, rozpoczęła zdobycze punktowe Olga Urbanowicz trafiając za trzy, celnie rzucała tez Melissa Dalembert a Justyna Jeziorna kilkakrotnie sprytnie przechwycała piłkę dając przewagę łodziankom. Wkrótce po wejściu na parkiet „trójkę" zdobyła też Lauren Prochaska, wciąż nie w pełni dysponowana w związku z urazem kostki. Cała kwarta pokazała znakomite przygotowanie zawodniczek trenera Zyskowskiego do walki z mistrzem – ŁKS wygrał ją 17:15.

 

Drugą kwartę od rzutu z dystansu rozpoczęła Melissa, jednak w tej kwarcie łodzianki zanotowały znaczny spadek formy, bo już po chwili swoim rzutem za trzy punkty Paulina Pawlak dała Wiśle osiemnasty punkt a Ujhelyi zdobyła kolejne trzy i Wisła wyszła na prowadzenie 21:19 i niedługo potem 25:19.

Łodzianki grały bardzo odważnie, próbując licznych wejść pod kosz, zaczęły jednak tracić zbyt wiele piłek co skrupulatnie wykorzystywały wiślaczki powiększając przewagę do 14 punktów a całą kwartę wygrywając 28:14.

 

Po przerwie w drużynie gospodarzy widoczne było spore rozkojarzenie. Ełkaesianki miały duże problemy z wyprowadzeniem piłki, w Wiśle natomiast dała o sobie znać rutyna bardziej przecież doświadczonych zawodniczek i bez większego wysiłku krakowska drużyna doprowadziła do bardzo niekorzystnego dla ŁKS wyniku 62:34.

Błędem byłoby jednak sądzić, że na tym etapie było już po meczu, bo wówczas dwiema celnymi „trójkami" z rzędu popisała się Jetta McIntyre i przy wyniku 62:40 dla Wisły rozpoczęła się ostatnia kwarta, która przyniosła drużynie przyjezdnej zaledwie 10 punktów, łodzianki natomiast zrehabilitowały się za błędy popełnione wcześniej.

Urbanowicz, Dalembert i po chwili Jeziorna w skutecznym wejściu pod kosz zdobyły kolejno 6 punktów i chociaż Wisła nie zamierzała odpuszczać, to rozluźnienie gości i słabsza ich postawa w ostatnich momentach meczu dały bardzo emocjonujący finał.

Łodzianki zdobywały punkty w bardzo efektownych akcjach, kibiców cieszyła zwłaszcza coraz lepsza postawa Jetty McIntyre, która chyba nareszcie odblokowała swoje możliwości strzeleckie, zdobywając najwięszą ilość punktów po stronie ŁKS w całym meczu – 19.

Na około minutę przed końcem spotkania ełkaesianki zniwelowały przewagę do 12 punktów, po rzucie Angeliki Kowalskiej za trzy do 9 i po celnym osobistym McIntyre do 8.

Świetna gra w ataku, sporo przechwytów i pressing w obronie nie mógł już jednak zmienić oblicza spotkania i ostatecznie Wisła wygrała wynikiem 72:64.

Chociaż mecz należał do drużyny Wisły, to trzeba przyznać, że łodzianki po raz kolejny pokazały swoje duże możliwości, a biorąc pod uwagę, że skład mają wciąż niepełny i są zmuszone rozgrywać mecze niemalże jedną piątką, to przy drużynie gości, dysponującej dużo silniejszą ławką, wypadają naprawdę korzystnie.

Wyrazy uznania dla swoich podopiecznych wypowiedział na konferencji prasowej trener Jarosław Zyskowski – W obliczu problemów finansowych i wciąż niepewnej sytuacji naszego klubu zaangażowanie dziewczyn jest naprawdę godne podziwu. Bardzo to szanuję i doceniam.

Dumna ze swojej drużyny była także Melissa Dalembert kwitując swoją wypowiedź stwierdzeniem, że jej team potrafi walczyć z każdą drużyną w lidze.

 

ŁKS Siemens AGD na Facebook'u